Drukuj

Większość z nas ma w swojej pracy przełożonego. Zawierając umowę z pracodawcą godzimy się na to, że na znaczącą część naszego życia będzie miał wpływ ktoś trzeci - dyrektor, kierownik, dowódca, ordynator, profesor, szef, szefowa. W modelowej sytuacji powinno być tak, że przełożony posiada odpowiednie kompetencje do zajmowanego stanowiska. Dobrze, jeśli przy tym posiada autorytet wynikający nie tylko z piastowanego stanowiska czy kompetencji merytorycznych,
ale także wynikający z osobistych przymiotów. Większość instytucji i organizacji działających
na rzecz innych ludzi, społeczeństwa, ma strukturę hierarchiczną. To umożliwia sprawne wykonywanie zadań, zwłaszcza w sytuacjach najtrudniejszych, gdy trzeba działać pod presją czasu. Szczególnie jest to widoczne w zawodach mających charakter służby, gdzie rzeczywiście system pracy zakłada, że funkcjonariusze, żołnierze czy lekarze, w sytuacjach tego wymagających, są zobowiązani poświęcić pracy więcej czasu niż przewiduje grafik. Co więcej, są zobowiązani działać z narażeniem swojego życia dla dobra innych ludzi. Sprawne wykonywanie trafnych poleceń jest wtedy kluczowe. Jednak, żeby osoby nie ponosiły nadmiernych kosztów psychologicznych funkcjonowania, każdy – przełożony i podwładny - powinien trzymać się granic, które wyznacza umowa zawarta na początku. Te granice są między innymi po to, by móc się po prostu zregenerować i zebrać siły do dobrego wykonywania swoich obowiązków. By móc żyć swoim życiem, cieszyć się czasem spędzanym z bliskimi oraz możliwością realizacji zainteresowań.
By każdy miał czas i przestrzeń do tego, by myśleć o czym chce, cieszyć się z tego co chce.

Gorzej, jeśli elementy tego modelu przestaną się równoważyć i sfera zawodowa zacznie dominować nad życiem prywatnym. Często jest to proces stopniowy, prawie niezauważalny.
Nie musi nawet przejawiać się w zostawaniu w pracy po godzinach na polecenie szefa. Wystarczy, że na początku przychodząc do domu wciąż myślimy o sprawach zawodowych. Podczas jedzenia obiadu czy kolacji myśli nie przestają krążyć wokół tego, co powiedział przełożony. Zamiast znaleźć wypoczynek we śnie, leżymy i myślimy o tym, co przełożony powie, jak się zachowa czy da nam urlop i tak dalej. A myślom zawsze towarzyszą emocje.

Przełożony może „zawładnąć” naszym życiem poprzez swoje rzeczywiste działania
i wywieraną presją, jak i w sposób „pośredni” - związany z tym, jak my radzimy sobie z sytuacją zawodową. Czasami trudno jest nam przestać przeżywać wydarzenia nie tylko z dnia dzisiejszego, ale i z wczoraj, przedwczoraj. Snujemy w wyobraźni rodzaj filmu, w którym mówimy
do szefa/szefowej to, czego nie udało nam się powiedzieć, a nawet wykrzyczeć, a bardzo byśmy chcieli. Najczęstszą porą do snucia tego filmu jest na przykład spacer z psem, wieczór przed zaśnięciem lub środek nocy po wybudzeniu ze snu, droga do lub z pracy. W czasie wolnym, w rozmowach z bliskimi lub znajomymi, wciąż krążymy wokół tematu naszego przełożonego. W ten sposób paradoksalnie zwielokrotniamy siłę jego oddziaływania na nasze życie.

Jak z tego wybrnąć? Dobrze jest zacząć od obniżenia poziomu naszych emocji (lęku, złości) związanych z relacją z przełożonym. Bez tego trudno będzie o skuteczne poradzenie sobie z sytuacją. Sprzyjający w takich sytuacjach jest urlop, wyjazd. Dystans w przestrzeni pomaga uzyskać dystans emocjonalny. Pomocne mogą być rozmowy z życzliwymi nam osobami – jednak skupiające się na konkretach, a nie na naszych negatywnych emocjach. Najważniejsze jest przypomnienie, a właściwie uświadomienie sobie swoich praw oraz tego, że zakres uprawnień przełożonego do kierowania nami kończy się w momencie naszego wyjścia z pracy. Tak jak my powinniśmy właściwie wywiązywać się ze swoich obowiązków, tak też przełożony, oprócz uprawnień, ma do wypełnienia obowiązki wobec nas.

Kolejną ważną rzeczą jest umiejętność asertywnego egzekwowania swoich praw. Konieczne będą do tego umiejętności komunikacyjne. Może przy tym okazać się, że niezbędne jest przećwiczenie niektórych kwestii, zdań do wypowiedzenia. Nie każdy ma możliwość skorzystania z pomocy trenera,psychologa, warto więc skonsultować swoje pomysły na „poradzenie sobie” z dominującym szefem z kimś nam życzliwym.

Oczywiście, zmiana nastawienia w relacji z przełożonym na asertywne nie gwarantuje, że on będzie zachowywał się zgodnie z oczekiwanymi standardami. Jednak jesteśmy w stanie nauczyć się nowych zachowań, czy zmienić sposób myślenia, a powtarzanie w naszym zachowaniu określonego nowego schematu w końcu doprowadzi do reakcji u innych osób (w tym wypadku przełożonego). Możemy więc mieć nadzieję, że relacje przełożony – podwładny staną się właściwe. Ostatecznie i tak najważniejsza zmiana powinna zajść w nas samych.

Autor: Kamila Bogulas -psycholog

Nasza strona internetowa wykorzystuje pliki cookies (tzw. ciasteczka). Brak zmiany ustawień przeglądarki oznacza wyrażenie zgody na ich korzystanie.