Drukuj

Zawód lekarza jest zawodem szczególnym. Budzącym różne odczucia, najczęściej wynikające z naszych własnych kontaktów i doświadczeń. To zawód poważany, obdarzany społecznym zaufaniem, o którym mówi się, że trzeba mieć do niego powołanie. W tym artykule chcę poruszyć temat dystansu w relacji lekarz-pacjent. Nie chodzi o dystans rozumiany jako bariera, chłód emocjonalny czy odsuwanie się od pacjenta. Myślę o dystansie rozumianym, jako ochrona zasobów emocjonalnych osób pracujących z pacjentami - dotykającymi ich cierpienia, odczuwającymi niepokój ich rodzin.

Pacjenci często wyrażają opinie o swoich lekarzach. Są one różnorodne, nierzadko skrajne. Słyszymy zarówno zdania: „mam wspaniałego specjalistę”, jak i pełne rozczarowania i gniewu stwierdzenia: „kompletna ignorancja, znieczulica - jak ktoś taki może być lekarzem?” Jak w każdym zawodzie, pracujący mają swoje lepsze i gorsze dni, powody do satysfakcji i zadowolenia, ale także do smutku, zniechęcenia czy przygnębienia. Lekarz to osoba, na której ciąży odpowiedzialność za szczególnie przez nas cenioną wartość, którą jest zdrowie. W większości życzeń, które sobie składamy powtarza się zwrot:

„(...) i oczywiście zdrowia, bo ono jest przecież najważniejsze”. Znane jest powszechnie powiedzenie:

„Dziewięć dziesiątych naszego szczęścia polega na zdrowiu. Zdrowy żebrak jest szczęśliwszy niż chory król” (Arthur Shopenhauer).

Gdy zdrowie jest zagrożone – oprócz dolegliwości fizycznych odczuwamy także niepokój, stajemy się emocjonalnie chwiejni i słabi. Najczęściej szukamy wówczas pomocy medycznej. Bycie pacjentem, a szczególnie konieczność pobytu w szpitalu, wprowadza nas w sytuację zależności. Nagle nasze funkcjonowanie, sprawność, a nawet przeżycie przestaje zależeć tylko od nas, naszej wiedzy i zaradności. Część osób łatwo „oddaje się w ręce lekarzy”, część uważa, że należy te ręce bacznie obserwować. Te reakcje zależą oczywiście od indywidualnych cech charakteru i doświadczeń każdego pacjenta. Za każdym jednak razem lekarz staje się współodpowiedzialny za efekt leczenia. Niektórzy pacjenci uważają nawet, że odpowiedzialność jest tylko po jego stronie. Szczególnie takie myślenie dotyczy wykonywania zabiegów lub operacji. Nawet w potocznych zwrotach powtarzają się wówczas przekonania typu: „ten lekarz to ma dryg do takich zabiegów”, albo: „ona ma wyczucie, najlepiej zrobić to u niej”. Można przypuszczać, że świadomość i poczucie współodpowiedzialności za zdrowie i życie pacjenta jest dla lekarza zarówno wartością, jak i ciężarem. Wartością, gdyż powoduje wzrost standardów w leczeniu pacjentów. Skoro, jako lekarz czuję się odpowiedzialny za stan zdrowia mojego pacjenta to dokładam wszelkich starań, by pomóc mu w jego dolegliwościach i równocześnie sam się przez to zawodowo kształcę i rozwijam. Ciężarem, gdyż, poczucie odpowiedzialności może mnie bardzo emocjonalnie obciążać.

Lekarz nie zawsze wyleczy swojego pacjenta. Nie zawsze odniesie sukces. Starając się, lecząc, stosując różne dostępne leki i możliwości być może nie doprowadzi do uśmierzenia bólu, zlikwidowania źródła choroby, uzyskania poprawy funkcjonowania pacjenta. Czasami - szczególnie w oddziałach szpitalnych – będzie musiał być tą osobą, która powiadomi rodzinę chorego, że: „niestety, nic nie dało się już zrobić”. Ten właśnie obszar pracy lekarzy wymusza konieczność nabrania dystansu do swojej roli i funkcji. Lekarz, który nie będzie umiał tego w sobie wykształcić będzie ponosił olbrzymie koszty emocjonalne. Stawianie sobie nierealnych oczekiwań, założenie, że proces zdrowienia i wyleczenia pacjenta zależy przede wszystkim ode mnie, to podejście skutkujące wypaleniem zawodowym.

Co więc powinno być alternatywą? Jaki emocjonalny stosunek do pacjenta? Na pewno nie skrajność, czyli znieczulica, która w słowniku języka polskiego określana jest, jako „obojętność na cierpienie i potrzeby innych” [1]. Lekarz nie może być osobą obojętną na cierpienie i widzącą tylko jednostkę chorobową, a nie Jednostkę z chorobą. Utrzymanie zdrowego dystansu w relacji z pacjentem wymaga urealniania swojej roli.

Pacjenci często z powodu własnego strachu wywołanego chorobą niejako idealizują lekarza traktując go jako wszystko mogącego cudotwórcę. Zauważalne jest to w słownictwie, jakiego używają wobec lekarzy. Jest bardzo duża różnica między dwoma pozornie podobnymi pytaniami: „czy pan/i mi pomoże?” - „czy pan/i mnie uratuje?” Również lekarze mówiąc o pacjentach, którzy powrócili do zdrowia czasem używają określenia: „udało się uratować” zamiast: „udało się wyleczyć, zahamować chorobę”. Oczekiwania pacjentów „narcyzują” lekarzy, którzy nieświadomie mogą poczuć się jedynymi autorami sukcesu, czyli wyleczenia pacjenta. Kiedy jednak ten sukces nie nadchodzi przeżywają rozczarowanie sobą, własnym warsztatem wiedzy i doświadczenia. Urealnianie swojej roli i umiejętność w miarę obiektywnego oceniania swoich działań w relacji z pacjentem jest możliwe wówczas, kiedy lekarz ma świadomość, iż wbrew oczekiwaniom pacjentów (a może i wbrew własnym pragnieniom) nie jest cudotwórcą. Lekarz może oceniać własną pracę odpowiadając sobie na pytania: czy i na ile mogłem/am, zrobiłem/am wszystko zgodnie ze sztuką lekarską i moją bieżącą wiedzą na dany temat?

Inaczej mówiąc: czy starałem/am się jak najlepiej? Wyraźnie należy zaakcentować słowo „starałem/am się w danej chwili”. Można sobie bowiem wyobrazić, że lekarz przypomina sobie sytuację, w której nie mógł pomóc pacjentowi, gdyż np. nie dysponował jeszcze odpowiednią technologią. Nie umniejsza to jednak jego starań i zaangażowania.

Na powodzenie procesu leczenia wpływ ma wiele części składowych. Część z nich leży po stronie lekarza (jego zaangażowanie, ciekawość poznawcza, poszerzanie wiedzy, korzystanie z doświadczenia i wsparcia grona lekarskiego), część po stronie pacjenta (jego nastawienie, tryb życia, siła organizmu). Pojawia się jednak jeszcze jeden element składowy. To trudne do przewidzenia i zaaranżowania okoliczności, które mogą wspomagać lub utrudniać proces leczenia (np. szybki przyjazd karetki, dostępność odpowiedniego sprzętu czy też trudności finansowe placówki skutkujące jej gorszym wyposażeniem). Dlatego lekarz powinien oceniać przede wszystkim swój obszar starań i podejmowanych działań. Niepowodzenie procesu leczenia nie musi wynikać z błędu lekarskiego.

W kształtowaniu relacji lekarz-pacjent odchodzi się od dawnego modelu paternalistycznego, na rzecz modelu partnerskiego [2], chociaż zasadność stosowania każdego z nich podyktowana jest przede wszystkim stanem zdrowia chorego. Model paternalistyczny zakłada asymetrię relacji. Lekarz jest osobą decydującą, dbającą o dobro pacjenta traktowanego jak chore, zależne dziecko. Model partnerski zakłada relację symetryczną, poszanowanie woli i uzyskanie zgody pacjenta, co do podejmowanych działań.

Antonina Ostrowska [3] w pracy: „Paternalizm czy partnerstwo? Relacje między pacjentami a lekarzami w Europie” zauważa:

„W praktyce więc mamy do czynienia raczej z continuum obu orientacji i większą lub mniejszą przewagą obu elementów. (…) Niekiedy do modelu paternalistycznego dążą także pacjenci; niektórym z nich odpowiada rola „ubezwłasnowolnionych” w chorobie, nieobarczonych ciężarem podejmowania decyzji dotyczących własnego zdrowia. Jednak model partnerski ma także pewne walory istotne dla samego lekarza. Badacz profesji medycznych, Elliot Freidson (1961), podkreśla, że w relacje pacjent-lekarz wbudowanych jest także wiele niepokojów i niepewności samego lekarza. Zawsze istnieje szansa błędnej diagnozy, nieskutecznych leków czy nieprzewidzianych, ubocznych efektów realizowanych terapii, które lekarz musi brać pod uwagę. Partnerstwo z pacjentem pozwala się dzielić z nim tą odpowiedzialnością”. Wydaje się, że ten drugi model - partnerskiej relacji z pacjentem pomaga traktować proces leczenia, jak drogę, po której idą dwaj równoprawni użytkownicy – lekarz i pacjent. Oni wspólnie podejmują wysiłek, wyznaczają cel i trasę, dzielą się odpowiedzialnością.

Autorka: Aleksandra Białek

Źródła:

[1] Słownik Języka Polskiego.

[2] A. Ostrowska "Paternalizm czy partnerstwo? Relacje między pacjentami a lekarzami w Europie" (w): H. Domański, A. Ostrowska, P.B. Sztabiński (red.), W środku Europy? Wyniki Europejskiego Sondażu Społecznego. Warszawa: Wydawn. IFIS PAN, 2006.

[3] Tamże.

Nasza strona internetowa wykorzystuje pliki cookies (tzw. ciasteczka). Brak zmiany ustawień przeglądarki oznacza wyrażenie zgody na ich korzystanie.